Z Andrzejem Porawskim, dyrektorem Biura ZMP, rozmawia Piotr Skwirowski na temat finansów JST, inwestycji, udziału samorządu w VAT, centralizacji i ordynacji wyborczej... Wywiad „Wojna rządu z samorządami? Ona już trwa” ukazał się na gazeta.pl next (16 maja 2017 r.)

„(...) Szykuje się wojna polityczna rządu z samorządami...

- Ona już trwa. Weźmy ustawę o wojewódzkich funduszach ochrony środowiska. Czytamy w niej, że fundusz jest samorządową osobą prawną. Tymczasem w radzie nadzorczej tej instytucji, na pięć osób, jedna reprezentuje samorząd. No to jeśli to jest instytucja samorządowa, to ja jestem baletnicą.
Powiatowe urzędy pracy mają zostać zabrane samorządowi powiatowemu. Zniesione mają być powiatowe urzędy nadzoru budowlanego. Zamiast tego wprowadzonych ma być 100 urzędów okręgowych. Dzięki temu ma być lepiej. Bzdura! Nie będzie lepiej, bo będzie dalej od obywatela. Po pozwolenie na budowę będzie musiał jechać trzy powiaty dalej. Nie może być inaczej, jeśli w miejsce 360 powstanie 100 urzędów.
To jest centralizacja. To jest niezgodne z zapisem w konstytucji, gdzie artykuł 15 mówi o decentralizacji władzy. Nie koniec na tym. Dziś te urzędy są pod kontrolą wybieralnej władzy. Po zmianie takiej kontroli nie będzie. Nie będzie żadnej siły społecznej, która w imieniu mieszkańców, będzie w stanie skontrolować te urzędy. To jest przywracanie PRL-u.
Wiemy, że PiS jest partią, która ma w programie centralizację państwa. To żadna niespodzianka. Ale my z tym walczymy. Tak jak walczyliśmy przeciwko głupim pomysłom SLD, AWS, czy PO i PSL. Tam jednak nie było tak wielu centralistycznych pomysłów.
Mamy konflikt polityczny. Nie zgadzamy się z reformą szkolnictwa, z zakusami centralizacji państwa, ale to my realizujemy program 500+, silnie wspieramy też „Strategię na rzecz odpowiedzialnego rozwoju”, bo widzimy w niej szansę na wzmocnienie rozwoju lokalnego i regionalnego. Nie można więc postawić nam zarzutu, że jesteśmy z definicji antyrządowi. Jesteśmy przeciwko pomysłom, z którymi się nie zgadzamy. I wspieramy te pomysły, które są dobre.

Obawia się pan zmian w ordynacji wyborczej do samorządów?

- Oczywiście. Protestujemy przeciwko wprowadzeniu zasady dwukadencyjności. O tym, ile kadencji ma rządzić dany sołtys, wójt, burmistrz czy prezydent, powinni decydować mieszkańcy, a nie politycy w Warszawie. To zamach na samorządność tych, którzy nie mają wystarczającego poparcia, by wygrać wybory.
W mieście, w którym rządzi dobry prezydent i uzyskuje tam 70-80 proc. poparcia od kilku kadencji, inna opcja nie ma szans. Bo ten prezydent pewnie wygra też kolejne wybory. I to nie przy pomocy układu, bo jeśli to jest prezydent, to to jest duże miasto i tam nie ma możliwości zbudowania układu, który przechyli szalę zwycięstwa. Jeśli mieszkańcy akceptują to, co robi prezydent, to rzeczywiście ktoś nowy ma mniejsze szanse. Ale on sobie na to zapracował. Wywiązał się z tego, co obiecał. Powiedział mieszkańcom: będę dobrym gospodarzem. I oni uważają, że rzeczywiście jest dobrym gospodarzem.
Ale są jeszcze groźniejsze pomysły. Słyszymy bowiem, że listy kandydatów będą mogły zgłaszać tylko partie polityczne. Słyszałem wprawdzie, jak Kaczyński powiedział, że w gminach tego nie będzie, ale że w samorządach wyższych kategorii i miastach na prawach powiatu, już tak. To ja przepraszam: nie po to budowaliśmy wolną Polskę, żeby pozbawić grupy obywateli wystawiania w wyborach własnych kandydatów.”

WIĘCEJ