Mariusz Błaszczak, minister spraw wewnętrznych i administracji zarzucił korporacjom samorządowym udział w marszu protestacyjnym, zaplanowanym na sobotę, 6 maja br. w Warszawie, a organizowanym przez Platformę Obywatelską. - Czy nie uważacie, że to przekroczenie kolejnej granicy apolityczności samorządu poprzez udział w proteście organizowanym przez partię określającą się jako totalna opozycja? – pytał minister.
Samorządowcy odpowiadali, że pierwsze duże spotkanie przeciwko próbie recentralizacji zorganizowali w marcu i wtedy powołali Samorządowy Komitet Protestacyjny, który przeciwstawia się nie rządowi, a zmianom legislacyjnym zmierzającym do centralizacji państwa. Przyznali, że spór jest polityczny, bo różne partie mają różne koncepcje funkcjonowania państwa. Koncepcją PiS jest państwo bardziej scentralizowane - ma do tego prawo, natomiast samorządowcy mają prawo się temu sprzeciwiać.

- Tu na Komisji Wspólnej będziemy się sprzeciwiać zgłaszając uwagi do projektów; część z nas chce jednak wziąć udział w marszu, nie pod szyldem partii politycznej, tylko jako Samorządowy Komitet Protestacyjny, który jest jednym z partnerów marszu, tak jak ZNP czy organizacje prawnicze - wyjaśniał sekretarz strony samorządowej KWRiST Andrzej Porawski. I przypomniał organizowane za innych rządów protesty, jak choćby „czarne marsze” czy skargi do Trybunału Konstytucyjnego.

Szef MSWiA zauważył, że podstawowa różnica między czarnymi marszami a protestem 6 maja jest taka, że organizatorem tego ostatniego jest Platforma Obywatelska. Udział w nim jest zaprzeczeniem głoszonej przez samorządowców apolityczności i mocnym zaangażowaniem po jednej ze stron. Odbiór medialny i społeczny będzie jednoznaczny – „totalna opozycja” organizuje antyrządową manifestację wraz z przedstawicielami korporacji samorządowych. Co można odebrać też tak, że samorządowcy wpisują mieszkańców swoich gmin, miast czy powiatów w spór polityczny i zaangażowanie przeciw rządowi. A to jest potężne nadużycie. – uważa Błaszczak.
Przeciw takiemu stawianiu sprawy zaprotestował prezes Związku Miast Polskich, Zygmunt Frankiewicz – nie można powiedzieć, że samorządowiec biorący udział w proteście automatycznie wpisuje weń mieszkańców swojej wspólnoty lokalnej. Jednocześnie określił się jako zwolennik merytorycznych dyskusji, które uważa za skuteczniejsze niż uliczne protesty.
Samorządowcy przyznali, że kwestie podnoszone przez inne organizacje uczestniczące w marszu mogą być przez media automatycznie przenoszone na samorząd. Zaznaczyli, że oni protestują w konkretnych, merytorycznych sprawach.

Projekt nie do zaakceptowania

W merytorycznej części spotkania najbardziej kontrowersyjnym był projekt nowelizacji ustawy o finansach publicznych. Spowoduje on kolejne ograniczenie możliwości inwestycyjnych samorządu, co może oznaczać niemożność sięgnięcia po środki unijne. Projekt nie został zaopiniowany ze względu na ogromną liczbę zgłoszonych uwag. Zostanie powołany specjalny roboczy zespół, który zajmie się ich analizą.

My chcemy inwestycji, a dostajemy projekty, które te inwestycje będą nam obniżać (...) Musimy dzisiaj podejmować decyzje, nie wiedząc w jakich warunkach prawno-finansowych przyjdzie nam działać w przyszłym roku - powiedział Krzysztof Żuk, prezydent Lublina.

Po raz kolejny projekt dotyczący przekształcenia prawa użytkowania wieczystego nie uzyskał opinii – 8 maja zbierze się zespół, który zajmie się listą kwestii spornych, przygotowaną przez samorządowców.